HRT, Life, Kauhsen – to tylko niektóre zespoły F1, które nie odniosły jakiegokolwiek sukcesu, będąc w grupie najgorszych ekip w królowej sportów motorowych. Do tego grona należy również dzisiejszy bohater artykułu, zespół Andrea Moda Formula, który w 1992 roku „uczestniczył” w Mistrzostwach Świata Formuły 1. Oto historia włoskiego mema zespołu.
Arrivederci Coloni!
We wrześniu 1991, Enzo Coloni postanowił sprzedać swój zespół Andrei Sassettiemu, właścicielowi firmy obuwniczej Andrea Moda. Ostatnie lata Coloniego było pasmem porażek. Ostatnim wyścigiem, do którego zakwalifikowała się włoska ekipa było Grand Prix Portugalii 1989. Rok 1990? Do zapomnienia. Zespół miał nadzieje na odbicie się po podpisaniu umowy z Subaru, jednak ich jednostki typu bokser, zaprojektowane przez Carlo Chitiego, okazywały się lepsze tylko od jednostek W12 ekipy Life. Powrócono do silników Ford, ale awans do sesji kwalifikacyjnej był jedynym osiągnięciem dla Coloniego.
Sezon 1991 był jeszcze gorszy – zarówno Pedro Chaves, jak i zastępujący go w dwóch ostatnich wyścigach Naoki Hattori nie potrafili przebrnąć prekwalfikacji. Co gorsza, lepszy poziom prezentowali Ci, który dopiero co debiutowali w Formule 1, czyli Modena i Jordan.
Ile kosztowało przejęcie zespołu? Osiem milionów funtów, a w pakiecie Sassetti otrzymał również ciężarówki, samochody Coloni C4 i części do niego.

Misz-masz
I model C4 został lekko zmodyfikowany – tył samochodu oraz skrzynię biegów wzięto od zespołu BMS Scuderia Italia, która korzystała z samochodów skonstruowanych przez Dallarę, więc samochód został przechrzczony na Moda C4B. A co z kierowcami? Już w grudniu zespół podpisał kontrakt z Alexem Caffim, który myślał o zakończeniu kariery po słabej kampanii z ekipą Footwork.
Pierwotnie wiele wskazywało, że partnerem Caffiego będzie Gregor Foitek. Szwajcar, mający za sobą starty dla EuroBrun i Onyksa, odwiedził fabrykę w Passignano sul Trasimeno w styczniu 1992. Kierowca stwierdził jednak, że obiekty „są tak złe, że nie można ich wiązać z Formułą 1” i odrzucił propozycję. Również do ekipy przymierzany był Christian Danner, jednak Niemiec nie mógł znaleźć sponsorów dla zespołu, więc odpadł w rywalizacji o kokpit. Ostatecznie drugim kierowcą został były kierowca Coloni z 1989 roku, Enrico Bertaggia.
Czy Andrea Sassetti chciał polepszyć wyniki zespołu? Raczej nie. Czy chciał bardziej wypromować swoją markę? Pewnie tak, zwłaszcza że w stawce był Benetton, powiązany z branżą odzieżową. Sama ekipa próbowała się w pewien sposób wyróżnić. Magazyn Formula One International zwrócił uwagę, że na broszurze ekipy znajdowała się „mroczna naga saksofonistka”.

Andrea Moda – nowy czy nienowy zespół?
Pierwszą rundą Mistrzostw Świata Formuły 1 w sezonie 1992 było Grand Prix Południowej Afryki na zmodernizowanym torze Kyalami. Był to powrót rundy po siedmiu latach przerwy, w związku z czym w czwartek 27 marca 1992 odbyła się sesja aklimatyzacyjna, podczas której jeździł Alex Caffi.
I… można byłoby tyle powiedzieć o występie Andrei Mody w RPA. FISA stwierdziła, że Andrea Moda to nowy zespół, więc musi wpłacić wpisowe w wysokości stu tysięcy dolarów. Włoch stwierdził, że w całości przejął Coloni i nie musi płacić za zgłoszenie. Jednak FISA też zauważyła, że nowy zespół wykorzystuje sprzęt wyprodukowany przez inny zespół, co nie było zgodne z regulaminem serii. Jaki był werdykt? Wykluczenie. Andrea Sassetti planował zamknięcie zespołu, ale później porozumiał się z Federacją, w kwestii dalszych startów.
Farsa – część pierwsza
Po wyścigu w RPA, Andrea Sassetti zdał sobie sprawę, że jednak trzeba będzie wykorzystywać inne podwozie. Z pomocą Berniego Ecclestone’a, Włoch skontaktował się z Nickiem Wirthem z Simtek Research i kupił od niego projekt samochodu Formuły 1. Nie był on nowy – był w rzeczywistości projektem, wykonanym w 1990 roku dla BMW, które chciało wrócić do najwyższej serii wyścigowej, tym razem w roli fabrycznego zespołu.
Kolejny wyścig, Grand Prix Meksyku odbył się trzy tygodnie po inauguracji. Z pomocą mechaników Andrea Moda i innych zespołów Formuły 1 udało się wybudować samochód S921 i wysłać go do Meksyku. Jednak przed rozpoczęciem prekwalifikacji, Andrea Sassetti wycofał swoje zgłoszenie, tłumacząc to problemami logistycznymi.
Po rundzie w Meksyku, obaj kierowcy wyrazili swoje niezadowolenie, więc szef zespołu postanowił ich obu zwolnić. Więc przed wyścigiem w Brazylii, ekipa musiała poszukać nowych kierowców.

Farsa – część druga
Nowymi kierowcami Andrea Moda zostali Roberto Moreno i Perry McCarthy. Brazylijczyk miał już duże doświadczenie w królowej sportów motorowych, natomiast Brytyjczyk miał na koncie tylko test z Footworkiem w sezonie 1991. Wydawało się na Interlagos, że zespołowi Andrea Moda wszystko pójdzie jak z płatka – mieli dwa gotowe samochody i dwóch kierowców, gotowych do startów. Do czasu…
FISA zdecydowała się odebrać brytyjskiemu kierowcy superlicencję, zatem ekipę reprezentował na Interlagos tylko Moreno. Brazylijczyk w swoim „domowym” Grand Prix przejechał jedno kółko w prekwalifikacjach, jednak czas 1:37.155 była o blisko siedemnaście sekund gorsza od Nigela Mansella, który sięgnął po pierwsze pole startowe, więc czarnych samochodów nie ujrzeliśmy już później na torze. Tydzień po wyścigu, Perry McCarthy odzyskał swoją superlicencję, jednak nie było pewne w zespole czy jeszcze będzie mu potrzebna.
Bo niespodziewanie do gry wrócił Enrico Bertaggia. Włoch chciał coś z avonu chciał wrócić do zespołu, przynosząc ze sobą sponsoring o wartości miliona dolarów. Sassetti chciał dać rodakowi kolejną szansę na jazdę w Formule 1 i wyrzucić z zespołu McCarthy’ego. Ponownie przeszkodą okazała się Federacja – poinformowała go, że nie może dokonać kolejnej zmiany, ponieważ wyczerpał limit zmian. Szef zespołu musiał przełknąć gorzką pigułkę i zatrzymać dotychczasowy skład. Od tamtej pory Andrea Sassetti traktował Perry’ego McCarthy’ego jako „piąte koło u wozu”.
Farsa – część trzecia
Najlepiej było to widoczne podczas weekendu wyścigowego o Grand Prix Hiszpanii na torze w Barcelonie. W sesji prekwalifikacyjnej, samochód Roberto Moreno odmówił posłuszeństwa po jednym okrążeniu – tymczasem idąc śladem pewnej reklamy – Perry McCarthy zawstydził Roberto Moreno. Samochód Brytyjczyka zatrzymał się po zaledwie szesnastu metrach od wyjazdu z alei serwisowej. Samochód, po pewnych perturbacjach ściągnięto do garażu i przekazano Brazylijczykowi. Moreno wykonał potem trzy kółka, ale i tak czas był o dziesięć sekund gorszy od wyniku Damona Hilla, jeżdżącego dla powoli bankrutującego Brabhama.

Ani Moreno, ani McCarthy nie zakwalifikowali się dalej podczas sesji wstępnej do Grand Prix San Marino w Imoli. Żeby było ciekawiej – Brytyjczyk był wolniejszy od swojego partnera zespołowego o ponad 8,5 sekundy! Zaś Brazylijczyk miał o zaledwie 111 tysięcznych gorszy czas od Erika van de Poele z Brabhama.
Cud w Monte Carlo
W Monako, Andrea Sassetti pozwolił Perry’emu McCarthy’emu na przejechanie trzech okrążeń bez pomiarowego czasu. Natomiast Roberto Moreno dał zespołowi kwalifikację życia – najpierw wygrał walkę o sesję kwalifikacyjną z Ukyo Katayamą z Venturi Larrousse, a później pokonał w kwalifikacjach duet Brabhama, Andreę Chiesę z ekipy Fondmetal i Paula Belmondo, jadącego samochodem March. Tym samym Brazylijczyk zajął 26. miejsce, dające prawo do występu w wyścigu.
W czasie wyścigu Moreno korzystał z odpadnięć innych kierowców, zajmując w pewnym momencie dziewiętnaste miejsce, jednak na 11. okrążeniu problemy z jednostką Judd spowodowały, że piękny sen ekipy Andrea Moda dobiegł końca.
Farsa – część czwarta
Przed weekendem wyścigowym w Kanadzie, Andrea Sassetti miał potrójny niefart. Po pierwsze – jego dyskoteka spłonęła. Po drugie – kilka dni po pożarze miał miejsce zamach na niego. A po trzecie – zespół przyleciał bez silników. Powodem były gigantyczne burze, które spowodowały odwołanie transatlantyckich lotów British Airways. Sassetti chciał pozwać linie lotnicze na milion dolarów, jednak upomniały go zarówno FIA jak i FOCA.
Andrea Moda wzięła udział w prekwalifikacjach, a to dlatego że Brabham pożyczył zespołowi silniki Judd, a jedynym, który wystartował na torze Circuit Gilles Villeneuve był Roberto Moreno. Brazylijski kierowca nie miał szczęścia – miał o siedemnaście sekund gorszy rezultat od Damona Hilla.
Następnie, kawalkada Formuły 1 przeniosła się do Francji. Przed rundą, ekipę opuścił menadżer zespołu Frederic Dhainaut, który myślał o założeniu własnej ekipy na 1993 rok. Zespoły miały pewną przeszkodę, aby szybko dostać się na tor w Magny-Cours. Byli to kierowcy ciężarówek, którzy nie zgadzali się z nowym systemem punktów karnych (według nich miało to wpłynąć na ich źródło utrzymania) i postanowili zaprotestować. Ekipy musiały się dostać bocznymi drogami na tor i udało się to prawie wszystkim.
A kto nie dotarł? Oczywiście, że Andrea Moda! Te „starty” spowodowały odejście wielu sponsorów, co idealnie było pokazane na Silverstone. W nocy poprzedzającej sesję prekwalifikacyjną padał deszcz i na początku kierowcy jeździli w „deszczówkach”. Oczywiście najpierw jeździł Moreno, a następnie opony przekazano McCarthy’emu w momencie, gdy nawierzchnia była sucha. Brytyjczyk „u siebie” zajął ostatnie miejsce w prekwalifikacjach, mając czas o ponad szesnaście sekund gorszy od Brazylijczyka, a jemu brakowało blisko dwóch sekund do sesji kwalifikacyjnej.

Farsa – część piąta (i ostatnia)
Na torze Hockenheimring wcale nie było lepiej, mało tego Perry McCarthy został zdyskwalifikowany z wyników ze względu na niedowagę samochodu. Roberto Moreno stracił trzy sekundy do Damona Hilla i nie zdołał awansować do „właściwych” kwalifikacji.
Przed Grand Prix Węgier, kierowca Brabhama Eric van de Poele przeniósł się do Fondmetal, a miejsce Belga w brytyjskim zespole miał zająć Julian Bailey, mający za sobą nieudane starty dla Tyrrella i Lotusa. Porozumienie to nie zostało sfinalizowane na czas, więc Brabham skorzystał tylko z Hilla, a dla Andrei Moda oznaczało to „prezent” w postaci kwalifikacji przynajmniej jednego kierowcy. Sassettiemu bardzo zależało, żeby w sesji kwalifikacyjnej pojawił się Roberto Moreno, więc Perry McCarthy wyjechał na tor… 45 sekund przed końcem prekwalifikacji! Wiadomo było, że Brytyjczyk nie uzyskał pomiarowego wyniku. Brazylijczyk zajął ostatnie miejsce w kwalifikacjach, tracąc do Pierluigiego Martiniego blisko 1,3 sekundy.
Fuszerka, którą odwalił zespół Andrea Moda przelała czarę goryczy w FISA. Peter Warr, który po odejściu z Lotusa został przedstawicielem FISA, poinformował zespół że samochód Brytyjczyka musi być równie konkurencyjny, co model używany przez Brazylijczyka – inaczej ekipę spotkają konsekwencje.
Dość!
Przed weekendem w Belgii, zespół Brabham wycofał się, a to oznaczało, że zarówno Roberto Moreno, jak i Perry McCarthy mogli wziąć udział w sesji kwalifikacyjnej, a prekwalifikacje w Formule 1 stały się historią. W pierwszym treningu doszło do wypadku z udziałem Érika Comasa z Ligiera – dzięki heroicznej postawie Ayrtona Senny, francuski kierowca wyszedł ze zdarzenia tylko ze wstrząśnieniem mózgu. Do kwalifikacji Francuz nie przystąpił, więc kierowcy Andrei Moda nie pozostało nic, jak zająć dwie ostatnie pozycje. Moreno stracił blisko piętnaście sekund do Nigela Mansella, który zapewnił sobie mistrzostwo, zaś McCarthy miał czas o dziesięć sekund gorszy od swojego kolegi zespołowego.
W przypadku brytyjskiego kierowcy, do jego auta zamontowano używane części z samochodu Roberto Moreno z rundy na Hungaroringu. Ta niefrasobliwość mogła doprowadzić do groźnego wypadku McCarthy’ego na zakręcie Eau Rouge
Wjechałem w Eau Rouge, desperacko próbując przejechać na pełnym gazie, a kierownica się zatarła. Nadal nie wiem, jak udało mi się pokonać ten zakręt
– powiedział Perry McCarthy, który postanowił opuścić zespół.
Jednak w padoku nastąpiła „seria niefortunnych zdarzeń”. Najpierw w piątek, do garaży Andrea Moda przybył komornik, który chciał skonfiskować część sprzętu za niespłacenie podwykonawcy – Andrea Sassetti pokazał faktury, które dowodziły że części są od innego dostawcy. Później nastąpiła bójka szefa zespołu z mechanikami, którzy nie otrzymali wypłaty. „Najlepsze” nadeszło w sobotę – do padoku wkroczyła belgijska policja i zatrzymała zarówno Andreę Sassettiego, jak i dyrektora sportowego Sergio Zago. Okazało się, że poszkodowany podwykonawca udowodnił, że faktura, którą dostał była fałszywa. Zaskakujące było to, że obaj zatrzymani w niedzielę wieczorem byli już wolni.

Koniec mistrzostw, do widzenia
„Ekscesy” zespołu sprawiły, że Federacja straciła cierpliwość do włoskiej ekipy, a szczególnie Bernie Ecclestone. 8 września 1992, Komisja FISA poinformowała o dyskwalifikacji Andrea Moda do końca sezonu za stawianie Formuły 1 „w złym świetle”
Z decyzją nie zgodził się sam Sassetti, który próbował dostać się na tor Autodromo Nazionale di Monza. Ecclestone nie wpuścił zespołu, więc Włoch postanowił pójść do sądu w Monzy, twierdząc że decyzja Federacji jest niesprawiedliwa, a belgijskie sądy go uniewinniły. Decyzja była korzystna dla Andrei Sassettiego i mógł on dostać się do padoku w obecności karabinierów. Szef FOCA nie dawał za wygraną – odbył spotkanie z Włochem i oświadczył, że nie dopuści Moreno do rywalizacji. Ponownie Sassetti udał się do sądu, jednak sędzia uznał, że nie jest kompetentny w takich sprawach i włoski „magnat” w tej sytuacji spasował.
Andrea Moda rzekomo miał zgłosić się do udziału w Mistrzostwach Świata Formuły 1 w sezonie 1993, jednak wniosek został odrzucony przez FISA, ponieważ było już po terminie. Ostatnim tchnieniem firmy Andrea Moda w świecie motosportu było znalezienie się na samochodzie zespołu Euromotosport w serii CART w 1993 roku.
Nie tak dawno, bo w 2023 roku premierę miał film dokumentalny „Andrea Moda Formula – The craziest team ever” z udziałem m.in. kierowców zespołu, Nigela Mansella, Stefano Domenicalego, a nawet samego Andrei Sassettiego.
Źródło: F1rejects.com, GlobalF1.net, Unraced F1, statsf1.com (Węgry, Belgia, Włochy), en.espn.co.uk, Patrice Buchkalter, Jean François Galeron: „Formula 1 – a complete guide to 1992“, Motorsport Aktuell 8/1992






