Przez ostatnie tygodnie świat MotoGP miał czym żyć jeszcze przed rozpoczęciem pełnoprawnego sezonu, ponieważ zza oceanu zaczęły docierać plotki, że Liberty Media (które przejęło Dornę rok temu) miało bardzo naciskać na nowy tor w Australii. Dodatkowo złożyło się na to przepychanki między samorządami lokalnymi, które rozpoczęły wojnę o własne GP na terenie tego państwa. Tydzień temu Dorna (a raczej po zmianie nazwy MotoGP Sports Entertainment Group) ogłosiła podpisanie nowego kontraktu na organizację Grand Prix w Adelaidzie na torze ulicznym. Jak to wygląda, co mówią o tym kierowcy oraz czy jest to w ogóle bezpieczne?

MotoGP Sports Entertainment Group
Zmiana nazwy Dorny na powyższą odbyła się 16 lutego, co już wtedy było niepokojącym znakiem dla wielu fanów i wywołało raczej niezadowolenie. Nowa nazwa to w teorii tylko element kosmetyczny, ale jest również dość wymownym znakiem zmian. Oczywiście Dorna oprócz najwyższej klasy mistrzostw motocyklowych zajmuje się też Moto2, Moto3 oraz, co najważniejsze – WorldSBK. Podkreślenie w nazwie samego MotoGP jest prawie równoznaczne ze skierowaniem uwagi tylko na tą serię, a odpuszczenie reszty, co nie podoba się fanom.
Niestety bardzo szybko nałożyło się kolejne wieści, które nie przysporzyły dawnej Dornie popularności. Plotki rosły i rosły, aż okazały się w końcu prawdziwe – 19 lutego oficjalnie tor na Phillip Island został zastąpiony przez uliczny tor w Adelaide, który dostał kontrakt do 2032 roku. Jeden z najbardziej lubianych obiektów w kalendarzu został tak o po prostu zastąpiony, w dodatku tym czego wszyscy się obawiali przy przejęciu Dorny przez LM – torem ulicznym.
Oczywiście decyzja Liberty nie była jedynym czynnikiem w przypadku zmiany lokacji. Różne części Australii zaczęły ze sobą rywalizować o możliwość organizowania tego prestiżowego wydarzenia, które przy okazji sprowadza wielu kibiców do regionu. Chociaż ta ostatnia sprawa wydaje się być wieloznaczna, ponieważ sama frekwencja jest dość niska, jak na resztę wydarzeń w kalendarzu i prawdopodobnie taka też będzie w Adelaide. Mówiło się o Melbourne i o identycznej nitce, jak w Formule 1, ale pomysł nie dostał akceptacji ze względu na bezpieczeństwo.
Targowanie wygrało więc Adelaide ze swoim torem ulicznym składającym się z 18 zakrętów na dystansie 4.2 kilometra, gdzie maksymalna prędkość ma wynosić około 340 km/h. Motocykliści mają podążać linią nawiązującą do nitki, którą wykorzystywało F1, a przy okazji jeździć w podobnych warunkach, co obecnie zawodnicy australijskiej serii Supercars.

Gdzie bezpieczeństwo?
Jak tylko oficjalnie ogłosili już wieść o nowej lokalizacji GP Australii, to społeczność MotoGP na Twitterze (X) wybuchła. Od razu wszyscy podnieśli komentarze o tym, jak bardzo niebezpieczne będzie ściganie tam. Wyścigi motocyklowe wymagają bardzo dużych poboczy i bezpiecznych band (które na pewno nie znajdują się na ulicznych obiektach), które pozwalają wytracić prędkość przy ewentualnym wypadku. Faktu nie polepszyło to, że zawodnicy oraz fani bardzo lubią tor na Phillip Island. Dyrektor Dorny Ezpeleta podkreśla, jak bardzo dbają o kwestie bezpieczeństwa na nowo powstającym torze i są w stanie rozłożyć tymczasowe pułapki żwirowe, tak jak robi się to na wyścigi Supercarów. Różnica polega na tym, że żeby zawodnik wytracił prędkość potrzebuje znacznie większej długości niż ciężki samochód ważący kilkaset kilogramów.
Najgłośniejszym echem oczywiście rozchodzą się argumenty podawane przez Simona Pattersona – czołowego dziennikarza z padoku MotoGP. Jest on przeciwny pomysłowi LM, o czym pisze przy każdej okazji obawiając się powrotu do powyścigowych pogrzebów zawodników. Większość fanów stoi po tej samej stronie, ale ciekawym widokiem było zobaczenie Aleixa Espargaro, dawnego już kierowcę klasy królewskiej, który w dyskusji na Tweeterze właśnie z Simonem napisał, że Dorna na pewno dopilnuje wszystkiego na 100% i nie obawiałby się o problemy związane z bezpieczeństwem.
Jeśli jednak okaże się inaczej, to torem zastępczym (po co komu tor zastępczy, jeśli wszyscy, w tym FIM, są pewni bezpieczeństwa Adelaidy?) podobno będzie The Bend w tym samym regionie, które również wykorzystują Supercary.

Podsumowując to szczerze mówiąc Liberty Media zostało zaślepione przez wizję pieniędzy oraz “prestiż”, który wyniknie w niektórych kręgach z tego, że uda im się zorganizować pierwszy wyścig MotoGP na torze ulicznym, przez co niejako wprowadzą sport na “wyższy poziom”. Nie zmieni to jednak faktu, że i kierowcy, i kibice są raczej przeważająco zniesmaczeni próbą zmiany, która może być znacznie bardziej kosztowna niż sam wizerunek. Mówimy o motocyklach, które osiągają prędkości ponad 300 km/h, a przy wywrotkach zawodnicy potrzebują dużo czasu na zatrzymanie się. Sytuacji związanej z bezpieczeństwem nie sprzyja fakt, że na czele działu bezpieczeństwa FIMu stoi brat CEO Dorny, co z pewnością jest, co najmniej złym zbiegiem okoliczności.
Prawdą jest jednak to, że decyzja już zapadła, a sama runda prawdopodobnie się odbędzie, więc pozostaje nam czekać na aktualizacje od Dorny i FIMu w zakresie przygotowań do eventu i liczyć, że wszystko skończy się dobrze, zwłaszcza że żaden zawodnik nie wyjedzie na tor o ile nie dostanie całkowitej pewności o pełnym bezpieczeństwie.
Będzie nam niezmiernie miło, jeśli postawisz nam wirtualną kawę – to nasze paliwo do dostarczania kolejnych informacji ☕





