Za nami 12 z 22 rund kalendarza mistrzostw świata motocykli, a tym samym przerwa wakacyjna. Jest to idealny czas, żeby podsumować tą pierwszą, “większą” połowę tego roku i sprawdzić, kto jak sobie poradził. 2025 jest idealnym rokiem dla wielu, ale rozczarowaniem dla jeszcze większej ilości kierowców, więc bez przedłużania zapraszam na podsumowanie!

Ducati Lenovo Team
W ramach tego omówienia stwierdziłem, że najlepiej będzie opisywać sytuację zespół po zespole, w kolejności tabeli mistrzostw. Dlatego też oczywiście zaczynamy od Ducati, dla których jest to wymarzony sezon. Rok temu zrobili najbardziej sensacyjny transfer ostatnich kilkunastu lat – podpisanie Marca Marqueza na fabryczną maszynę. W tym czasie o ten fotel rywalizowali jednocześnie Jorge Martin (mistrz świata w tamtym sezonie) oraz Enea Bastianini, który jednak sam wiedział, że jego forma pozostawia wiele do życzenia.
Davide Tardozzi finalnie jednak podpisał ośmiokrotnego mistrza świata, który w tamtym okresie wykręcał niesamowite wyniki w Gresini Racing. Mimo to, jego forma dalej stała pod znakiem zapytania i wszyscy zastanawialiśmy się, czy Marquez da radę rzucić rękawicę Pecco Bagnaii. Ducati dla tego transferu poświęciło Jorge Martina, Bastianiniego oraz nawet kilkudziesięcioletnią współpracę z Prima Pramac.
Był to wóz albo przewóz dla włoskiego zespołu i wszystko okazało się bardzo szybko, już na otwarciu sezonu w Tajlandii. To tam Marquez zdobył pole position, wygrał sprint oraz główny wyścig, zdobywając wszystkie punkty możliwe do zdobycia. Wtedy już wszyscy wiedzieli – Marc Marquez powrócił i nie zamierza zostawiać taryfy ulgowej. Przez kolejne rundy wygrał 11 na 12 sprintów oraz 8 na 12 głównych wyścigów. Doprowadziło go to do 120 punktowej przewagi nad drugim miejscem w klasyfikacji generalnej i niesamowitej dominacji, której nie oglądaliśmy już od kilku ładnych sezonów.
Hiszpan przejechał 243 okrążenia na prowadzeniu w tym sezonie i zaliczył osiem wywrotek, które tylko raz doprowadziły do nieukończenia wyścigu (GP USA). Marquez na Ducati to maszyna praktycznie nie do zatrzymania, a on sam jeszcze nie skończył wygrywać w tym sezonie. Jedzie praktycznie bez błędów i zapowiada się, że w tym roku, w końcu po wielu operacjach, wyrówna rekord Valentino Rossiego.
Po drugiej stronie garażu mamy za to Pecco Bagnaie – wychowanka przed chwilą wspomnianego Włocha oraz wielką nadzieję Ducati. To on miał być protegowanym (obok partnera zespołowego) do zdobycia swojego trzeciego tytułu w MotoGP. Po ostatniej nieudanej kampanii miał wrócić silniejszy i przede wszystkim, jako członek obozu VR46 miał za wszelką cenę pokonać ich największego wroga – Marca Marqueza. Weryfikacja przyszła bardzo szybko, ponieważ nie tylko był wolniejszy od jego partera, to jeszcze prześcigał go zawodnik Gresiniego – Alex Marquez. Doprowadziło to do tego, że Włoch kompletnie nie mógł się odnaleźć w tym sezonie i regularnie jest trzeci, a czasami zdarza mu się nawet nie dojechać w punktach, kiedy to Marc wygrywa.
Wywrócił się tylko sześć razy, ale za to są to bardziej kosztowne wypadki, ponieważ często zdarzały się w kwalifikacjach, co zmuszało go do startowania z dalszych pozycji. Na prowadzeniu w tym sezonie był tylko przez 19 okrążeń, co mając najlepszy motocykl jest wręcz trudne do uwierzenia.
Bagnaia tłumaczy się ogromnymi problemami ze zrozumieniem nowego motocykla, a głównie uciążliwego przedniego koła. Pecco wygrał tylko GP USA (w którym Marc nie dojechał). Prawda jest taka, że Włoch byłby świetnym kierowcą nr 2 i to by prawdopodobnie najbardziej zadowalało Ducati. Problem leży w tym jednak, że to on powinien być numerem jeden, a przynajmniej rywalizować jak równy z równym z jego kolegą zespołowym.
W momencie, kiedy to Bagnaia nie zajmuje nawet drugiego miejsca, jest to porażka Ducati i poważny sygnał, czy by nie myśleć o nowym składzie na 2027, chociaż pewnie się tak nie stanie. Nie zmienia faktu, że jest to jeden z najlepszych sezonów w historii Ducati i z miażdżącą przewagą 136 punktów zmierzają po tytuł mistrzowski. Szefowie zespołu mogą być zadowoleni z podpisania Marca, ponieważ dalej ma w sobie to coś, a przy okazji marketingowo jest maszyną do zarabiania. Problemy Pecco mogą sobie odstawić na boczny tor i skupić się na maszynie na 2027, a przy okazji przyglądać się dostępnym opcjom.

BK8 Gresini Racing MotoGP
Gresini, który po odejściu Pramaca od Ducati, przejął niejako rolę najlepszego zespołu satelickiego w stawce, ma formę coraz bardziej wzrostową. W tym roku wygląda to zdecydowanie najlepiej – drugie miejsce w klasyfikacji zespołów oraz mają prawdopodobnie v ce mistrza świata w tym sezonie – Alexa Marqueza.
Alex jeździ już trzeci rok dla Gresiniego i bardzo dobrze się tam czuje. Ten sezon nie mógłby być prawie dla niego lepszy. Regularne drugie miejsca, a nawet jego pierwsza wygrana w MotoGP oraz zwycięstwo w sprincie. Jedyna rzecz, o której Alex może marzyć to walka ramię w ramię z jego bratem, ale to niestety chyba (przynajmniej na razie) nie jego poziom.
Nie zmienia faktu, że Alex regularnie pokonuje Bagnaię oraz jest w swojej szczytowej formie. Przejechał 68 kółek na prowadzeniu w tym sezonie (drugi najwięcej) i wywalił się aż trzynaście razy. To jego największa wada w tym sezonie i wymaga to poprawy w kolejnej części sezonu, ale nie zmienia to faktu, że jest dalej drugi w tabeli. Drugi zawodnik Gresiniego w tym roku, to debiutant i sensacja Moto2 (głównie w 2023 roku) – Fermin Aldeguer. Dla Hiszpana sezon zaczął się bardzo pesymistycznie, zwłaszcza po spadku formy jeszcze w Moto2 w zeszłym roku. Brak poważnych punktów, kończenie w drugiej połowie stawki i wywrotki – tak się wszystko dla niego zaczynało.
Przyznam szczerze, że bardzo wątpiłem w talent tego chłopaka i powątpiewałem w tak szybką decyzję o jego zatrudnieniu. Jednak z biegiem czasu widać postęp z rundy na rundę i to jak bardzo szybko się rozwija. W końcu udało mu się nawet stanąć na podium i pokazać, że on to ma talent.
Jego największą wadą jest tempo kwalifikacyjne, które u niego leży i bardzo często ląduje w Q1. Oprócz tego musi ograniczyć samoistne wywrotki podczas wyścigów. Łącznie przez cały okres, Fermin wywrócił się dziewięć razy i z tego powodu tracił wiele punktów.
Zespół z tego powodu traci, ale ten młody Hiszpan to z pewnością inwestycja w przyszłość, a sam ma jeszcze kontrakt z Ducati (nie mylić z Gresinim) na przyszły rok, więc czasu mu nie zabraknie. Najgorzej o 20 latku mówi klasyfikacja, ponieważ jest tam dopiero dziesiąty, ale jako debiutant jest pierwszy, co mimo dominującego motocykla jest to świetny wynik, jak na jego rozwój.
Podsumowując Gresini Racing, jest to z pewnością świetny zespół satelicki, który ambicje może mieć coraz większe, a nawet kiedyś dorównać Pramacowi i walczyć o tytuł z fabryką. Świetne zarządzanie i dwaj perspektywiczni kierowcy na pewno im pomogą, ale dalej jeszcze trochę brakuje i potrzebują czasu na dalszy wzrost.

Pertamina Enduro VR46 Racing Team
Pora na ostatni zespół Ducati w tabeli, który jednak dalej jest aż na trzeciej pozycji, co jak na zespół, który powstał kilka lat temu, jest niesamowitym wynikiem. Nie zmienia faktu również to, że jest to ekipa, która walczyła o mistrzostwo kierowców jeszcze dwa lata temu, a teraz przechodzą mały kryzys. Fabio Digiannantionio jest ich najbardziej punktującym zawodnikiem, a plasuje się on na piątej pozycji. Włoch zalicza udany sezon, regularnie punktując w pierwszej dziesiątce i zdobywając podia od czasu do czasu. Wywraca również się rzadko, ponieważ “dokonał” tego tylko trzy razy.
Oprócz tego potrafi walczyć z Pecco jak równy z równym, a jest jedynym zawodnikiem poza Lenovo, który ma do dyspozycji fabryczne Desmodieci GP. Może to wskazywać na to, że te wyniki są zakłamane, właśnie przez tą lepszą maszynę, ale również trzeba pamiętać, że GP25 jest ponownie trudniejsze w prowadzeniu od GP24. Dalej chociaż powinien być bliżej Alexa Marqueza i wszyscy w jego zespole też by tego pragnęli, by zbliżyć się do Gresiniego i powalczyć o tytuł ekip satelickich.
Ich drugim kierowcą jest oczywiście nie kto inny, jak Franco Morbidelli. Człowiek, o którym mówiło się, że został wzięty tylko dlatego do ekipy, ponieważ Rossi nie chciał zostawić swojego podopiecznego na lodzie. Tak więc dostał kontrakt i pomimo szóstej pozycji w klasyfikacji, ten kierowca pozostawia wiele do życzenia podczas walki na torze.
Wywrócił się aż dwanaście razy, a często były to wywrotki zabierające kogoś innego z toru. Dodatkowo podczas walki łokieć w łokieć, nie raz w tym sezonie wypchnął drugiego zawodnika z toru, bądź go całkowicie wyeliminował z wyścigu. Włochowi zdarza się kończyć na podium, a potem spaść do drugiej dziesiątki (często też przez kary, które dostaje). Trzeba jednak mu przyznać, że potrafi dobrze pojechać i plasuje się zazwyczaj w pierwszej dziesiątce. Co najważniejsze dla VR46 – Franco nie jest ciężarem punktowym.
Tak jak finansowym, czy opiniotwórczym może być, tak jest minimalnie w tyle w punktacji za Diggią, co cieszy zespół. O ile tylko dalej będą podążać tą drogą, to utrzymają się na obecnym swoim miejscu, co może dać szansę w przyszłości na próbę walki o tytuł.

Red Bull KTM Factory Racing
Teraz trochę o zespole, który ma znacznie większe problemy zakulisowe niż same wyniki w MotoGP. Mowa oczywiście o austriackim (a może za niedługo indyjskim) KTMie. Ta marka przeżywa ostatnio ogromny kryzys finansowy i zadłużyli się na kilka miliardów euro. Doprowadziło to do spekulacji, czy w ogóle KTM pozostanie przy wyścigach, a wewnątrz zespołu dzieje się na pewno nic więcej, niż bajzel.
Póki co jednak dalej rywalizują w MotoGP i według wypowiedzi szefa ekipy będą to kontynuować, co najmniej przez następne kilka lat. Forma zespołu jednak pozostawia wiele do życzenia i aż widać, że jedną z przyczyn mogą być powyższe problemy. Najwyżej sklasyfikowanym zawodnikiem jest Pedro Acosta, który próbuje wyciskać wszystko, co się da z tego motocykla. Problemem jest jednak charakterystyka motocykla, która nie należy do najłatwiejszych, co widać po zdobyczach punktowych.
“Następca Marqueza” plasuje się w prawdzie w pierwszej dziesiątce regularnie, a nawet ostatnio miał swoją najlepszą rundę w sezonie na Autodromo Brno, gdzie zdobył podwójne podium, ale w zeszłym roku było znacznie lepiej (oprócz szarpanej końcówki sezonu). Widać, że motocykl ogranicza Hiszpana, który wyciska z niego wszystko, co się da i często kończy się to brutalnie, na asfalcie, ponieważ ma aż dziewięć wywrotek na koncie.
Pedro w tabeli mistrzostw plasuje się na siódmym miejscu, a jego partner zespołowy – Binder jest na odległej, dwunastej pozycji. Dla doświadczonego zawodnika z Afryki, ten sezon jest niczym innym, jak wielkim koszmarem. Brad nie dojechał na wyższej pozycji, niż szósta (tylko raz), a znaczna większość wyścigów kończy się drugą dziesiątką, albo wywrotką.
Binder w tym sezonie wywrócił się aż trzynaście razy, co tym bardziej nie pomaga zespołowi finansowo, ani kierowcy względem jego psychiki i gotowości jazdy na limicie. Brad jest postawiony w bardzo ciężkiej sytuacji, ponieważ obok niego młody kierowca spisuje się lepiej niż on, a w zespole satelickim kierowcy też czekają na swoje miejsce.
KTM jest znany z bardzo kontrowersyjnych zwolnień w tym sporcie (coś jak Red Bull w F1), ale chcę wierzyć, że Afrykańczyk dostanie jeszcze szansę, co najmniej w przyszłym sezonie. Wszyscy zawodnicy wskazują, że ta maszyna jest bardzo specyficzna i najbardziej odpowiada Maverickowi Vinalesowi, który pierwszy nauczył się na niej jeździć.
Podsumowując KTM ma lekcje do odrobienia w sprawie przygotowania maszyny na przyszły rok, a zawodnicy muszą być bardziej regularni. Została jeszcze kwestia dlaczego znacznie łagodniej potraktowałem Aldeguera w stosunku do Bindera. Odpowiedź jest prosta – Fermin jest debiutantem, a Brad to doświadczony kierowca, który ma niejedno zwycięstwo w tym sporcie.

Aprilia Racing
Przyszedł czas na najbardziej poszkodowany zespół w tym roku – Aprilię. Rok temu ogłoszono sensacyjny transfer (drugi po przejściu Marqueza), a mianowicie Jorge Martin, czyli jeszcze wtedy przyszły mistrz świata, zmienia barwy i ryzykuje wszystko, żeby przejść do włoskiego konkurenta Ducati. Największy problem jest jednak w tym, że jeszcze zanim sezon się rozpoczął, to Aprilia straciła jednego kierowcę.
Jorge Martin strasznie się połamał na testach przedsezonowych, a potem jeszcze przed sezonem wracając do zdrowia, miał kolejny wypadek, który usadził go na parę miesięcy. Podczas drugiej sytuacji trzeba przyznać – kusił los, ale pierwszy wypadek nie był do przewidzenia, a za samą wolę jak najszybszego powrotu do zdrowia i walki nie ma jak karać. Nie zmienia faktu to, że Martin przesiedział, aż do rundy w Katarze, gdzie zdarzył się najgorszy możliwy dla niego scenariusz – kolejna wywrotka i kolejna kontuzja do wyleczenia przez kolejne miesiące.
W trakcie tego miała miejsce największa drama transferowa w tym roku (nawet jeśli się nie skończył, to chyba nie da się tego przebić). Jorge potwierdził podczas kuracji w domu, że w przyszłym roku będzie reprezentować Hondę i zrywa kontrakt z Aprilią. Miała mu to umożliwić rzekoma klauzula, która zakładała, że jeśli nie będzie w pierwszej trójce mistrzostw po sześciu wyścigach, to może odejść na przyszły sezon.
Problemem jest to, że on de facto nie przejechał żadnego z tych wyścigów, przez co ciężko było mówić o jakiejkolwiek aktywacji klauzuli. Byłoby to po prostu niedorzeczne, Aprilia odmówiła mu tego i w stanowiskach mówili, że żadnego zwolnienia nie będzie. Do sprawy nawet włączył się sam Ezpeleta (dyrektor MotoGP), który powiedział, że nie dopuści zawodnika do ścigania się, o ile nie będzie miał wcześniej uregulowanych stosunków z poprzednim zespołem.
Wszyscy porównywaliśmy sprawę do Oscara i Alpine, tylko tutaj nie było to tak jednostronne i w razie czego, w sądzie mogło się zdarzyć wszystko, Zapewne to, jak i wyniki osiągane w tamtym czasie przez Bezzecchiego, skłoniły Martina do uległości i wycofania swoich poprzednich roszczeń, a sam mówił, że nikt nie ma sobie w zespole niczego za złe. Jorge wrócił na motocykl na rundę w Czechach i nawet zdobył punkty, co jest dobrym zwiastunem na przyszłość i możemy mieć nadzieję, że Hiszpan będzie tylko w lepszej formie.
Ogromny szacunek należy się kierowcy, który ciągnie ten zespół na barkach de facto w pojedynkę – Marco Bezzecchiemu. Mimo nie najlepszego początku sezonu, ten facet się nie poddawał i wyciskał 100% z maszyny, której wciąż się uczył. Doprowadziło to do znacznej poprawy wyników w dalszej części, kiedy to nawet udało mu się wygrać GP Wielkiej Brytanii. Oprócz tego dwa podia i prawdopodobnie ogromna rola w przekonaniu Jorge, żeby został. Włoch dokonał naprawdę niemożliwego i chyba można wybaczyć mu te dwanaście wywrotek w sezonie.
W zespole na zastępstwo jeździł jeszcze Savadori, który w sumie po prostu jedzie do mety, ponieważ jest tylko kierowcą testowym i nie ma możliwości rywalizować na takim poziomie, jak inni. Ogromne brawa należą się do Aprilii, za te wyniki, jak i za to, jak rozegrali sprawę z Jorge Martinem – po cichu i sprawnie.

Moster Energy Yamaha MotoGP Team
Niesamowitą historię próbuje nam pisać również Yamaha, która odradza się z popiołów niczym feniks. Zespół, który od drugiej połowy 2022 jest w całkowitym dołku i można powiedzieć, że trzyma się tylko na Quartararo, zaczął poprawiać się z rundy na rundę. Największą niespodziankę sprawił nam właśnie Fabio, który w Hiszpanii wykręcił swoje pierwsze pole position od trzech lat. Wszyscy byli zszokowani tym wynikiem, a potem w wyścigu okazało się, że jest w stanie opierać się Marcowi Marquezowi (nie przez cały dystans oczywiście).
Powiem więcej, on postanowił, że wykręci trzy pole position z rzędu, a potem jeszcze dołożył jedno w Holandii. Yamaha była znowu w grze, tylko wypadałoby poprawić tempo wyścigowe. Właśnie w wyścigach jest największy problem dla Francuza. Duża ilość występów poza czołową dziesiątką oraz wywrotki. Wypadek we Francji kosztował go zwycięstwo. Trzeba jeszcze wspomnieć o wyścigu w Wielkiej Brytanii, gdzie to jego maszyna go zawiodła (a konkretniej system opuszczania motocykla) i ponownie pozbawiła go pierwszego miejsca.
Nie zmienia jednak faktu, to że Fabio stara się z tego motocykla wykrzesać 120% i dostarcza tak naprawdę ponad 2/3 punktów swojemu zespołowi. Świetne tempo kwalifikacyjne i coraz lepsze wyścigowe jest wspaniała prognozą na przyszłość, zwłaszcza, że silnik V4 ma za niedługo zawitać do japońskich motocykli. Zupełnie inaczej muszę się wypowiedzieć o drugim kierowcy Yamahy – Alexie Rinsie. Rins cały ten sezon tylko raz uplasował się w top 10, podczas sprintu we Francji. Hiszpan ma najgorszą swoją formę od początku kariery i bezapelacyjnie mogę powiedzieć, że to dla niego już czas.
Nie można go nawet wytłumaczyć debiutanckim sezonie na maszynie, a jego problemy są po prostu niedopuszczalne. Osiemnaste miejsce w tabeli mistrzostw mówi samo za siebie. Jedyne co go stawia w lepszej sytuacji, niż Fabio to tylko trzy wywrotki w porównaniu do ośmiu Francuza, ale punktów z tego to nie ma. Alex nie jest tym samym zawodnikiem, co w Suzuki, czy na LCR. Yamaha ma szansę wiele zdziałać w MotoGP w następnym roku i jeszcze dalej, ale jedno jest pewne – nie w takim składzie.
Mimo wszystko japońska firma wychodzi z kryzysu i jest na bardzo dobrej drodze, żeby walki o tytuł były bardzo ciekawe!

Red Bull KTM Tech3
Przyszedł czas na kolejny zespół, który całkowicie wymienił swój skład, przed tym sezonem. Nie będę się bardzo rozwodzić na temat samego zespołu, ponieważ jest on mocno siostrzany do fabryki i zmaga się z tymi samymi problemami.
Ich najwyżej sklasyfikowanym zawodnikiem jest Vinales, który jest w tabeli przed Binderem. Ponownie pierwsza część sezonu była dla niego bardzo trudna, ale im bardziej rozumiał motocykl, tym jego wyniki się poprawiły. Regularnie plasuje się w pierwszej dziesiątce, a sam wywrócił się tylko cztery razy.
Jego partner zespołowy – Bastianini gorzej odnalazł się na KTMie i dał radę zdobyć tylko siedemnaste miejsce w klasyfikacji. Znacznie większą część sezonu jest poza top 10, co nie przysparza mu pewności miejsca na przyszłe lata. Nie zmienia faktu, że traci znacznie mniej punktów do Mevericka niż Rins do Quartararo oraz pierwszy raz jeździ na motocyklu austriackiej marki. Jaka będzie przyszłość obojga – zobaczymy, ale póki co Vinales wychodzi na duży plus, a Enea ma jeszcze dużo pracy przed sobą.

Trackhouse MotoGP Team
Zespół, który wywodzi się z NASCAR spróbował swoich sił w Europie i zaczyna całkiem nieźle. Pozycja w mistrzostwach o tym nie mówi, ale z pewnością podpisali najlepszego debiutanta tego roku – Ai Ogurę.
Japończyk zaczął bardzo mocno sezon, ale sam od razu po tym ostudzał emocje, że będzie gorzej im dalej w sezon. Miał rację, ale mimo wszystko punktuje regularnie i pomimo kontuzji, która wyłożyła go na dwa sprinty i jeden wyścig, to udało mu się być na 16 miejscu w generalce.
Jego partner zespołowy – Raul Fernandez jest z kolei trzynasty w tabeli i podobnie jak Ai ma szarpane wyniki, które jednak przywożą nie najgorsze punkty. Ogura wywrócił się, aż jedenaście razy, a Raul tylko sześć, co stawia szalę na stronę Hiszpana.
Według szefa ekipy oboje mają na spokojnie czas na rozwój i w przyszłym sezonie zobaczymy ich ponownie na Trackhousie. Amerykański zespół, który wciąż ma wiele do nauki spisuje się nieźle, jak na reality check, co może nam przynieść wielu ciekawych momentów i historii w przyszłości.

LCR Honda
LCR to niebywały przypadek zespołu satelickiego, ponieważ jako jedyni są wyżej w tabeli niż fabryka. Ogromne problemy z motocyklem kompletnie nie sprzyjają zespołowi, który wyciska siódme poty, żeby cokolwiek ugrać i chociaż w klasyfikacji konstruktorów być nad Yamahą.
Najbardziej pomaga im jeden człowiek, w którego wiele osób wątpiło, że jeszcze kiedykolwiek stanie na podium – Zarco. Francuz znikąd zaczął kręcić wyniki, o których w fabryce się głowie nie mieściło i poprowadził swoją satelicką Hondę na pierwsze miejsce podczas jego domowego GP Francji. Oprócz tego dojechał na drugiej pozycji w Wielkiej Brytanii, a do tego wiele czwartych finiszów.
Ten człowiek właśnie postanowił udowodnić, że niemożliwe jest możliwe i nawet największym traktorem da się kręcić niesamowite wyniki. Pomimo współprzewodzenia klasyfikacji wywrotek, ponieważ miał ich aż piętnaście, tak można mu w pełni to wybaczyć, ponieważ w końcu wygrał wyścig, ciągnie Hondę oraz jest ósmy w tabeli (ósmy!!!). I tutaj ponownie mamy kompletne dwie skrajności jeśli chodzi o wyniki w zespole. Drugim kierowcą oczywiście jest Chantra, który w tym sezonie jest przedostatni w generalce, tylko z jednym punktem…
Wyprzedzają go nawet kierwocy testowi, a jedynym który go broni przed byciem ostatni jest Aleix Espargaro, który zresztą będzie miał szansę go wyprzedzić już w najbliższych dwóch rundach, ponieważ to właśnie on zastąpi Taja, który jest kontuzjowany. Oczywiście można próbować go bronić tym, że jest debiutantem i w międzyczasie miał kontuzję, tak jednak ciężko jest zrobić to skutecznie, kiedy to mieliśmy bardzo chaotyczne wyścigi, gdzie więcej niż jeden punkt można było zdobyć.
Zarco robi rzeczy magiczne i nie oczekuje tego od Chantry w debiucie, ale jeden punkt, kiedy to piętnastka punktuje przez tyle rund jest po prostu niedopuszczalna. LCR to zespół dwóch kompletnie innych planet i jeśli chcą kiedykolwiek wejść na wyższy poziom muszą na pewno przemyśleć skład kierowców (a raczej tylko jeden fotel) na przyszłe lata, ale na pewno mają jeszcze wiele do pokazania jeszcze w 2025.

Honda HRC Castrol
HRC Honda to bardzo ciężki przypadek zespołu, który próbuje wstać z dna. Od czasu kontuzji Marca Marqueza mają ogromne problemy, a nawet stracili tytularnego sponsora, z którym są od kilkunastu lat. To wszystko doprowadziło do ogromnej restrukturyzacji i próby powrotu na szczyt. Póki co jeszcze się to nie udało (chyba że mowa o LCR, to tam chociaż wyścig wygrali), ale rozwój jest i widać jakiekolwiek postępy. Niestety maszyna nie stała się dużo bardziej łatwa do opanowania, chociaż Marini się w miarę nauczył nie wywracać.
Luca jest aż piętnasty w klasyfikacji, a udaje mu się to dzięki jego regularności. Praktycznie cały czas kręci się wokół dziesiątego miejsca, czy to niżej, czy wyżej. Dodatkowo jest jedynym kierowcą, który jeździ cały sezon, który nie wywrócił się ani razu w sezonie. Jest to na pewno jakieś osiągnięcie w stosunku do zeszłego roku, kiedy to motocykle Hondy latały po żwirze na lewo i prawo. Największym problemem Hiszpana okazuje się jednak brak kontraktu i niepewność, czy w ogóle pojedzie w barwach Hondy za rok, ponieważ jak wiadomo japońska marka testuje różne scenariusze.
Kimś kto nie musi się martwić, ponieważ ma kontrakt, jest na pewno Joan Mir. Hiszpan ma ponownie sezon grozy, w którym jest na dziewiętnastym miejscu w tabeli i wywrócił się aż 15 razy. Jego koszmary z zeszłego sezonu wróciły i kompletnie nie ma pojęcia jak zapanować nad motocyklem, ale raczej bardziej należy winić maszynę niż jego samego.
Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo źle wypada na tle jego partnera zespołowego, ale światełko w tunelu dla całego zespołu jest. Bardzo odległe i rozmyte, ale przy odpowiedniej ilości ciężkiej pracy, będą mogli myśleć o zwycięstwach przez ekipę fabryczną, a nie satelicką, w przyszłości.

Prima Pramac Yamaha MotoGP
Przyszedł czas już na ostatni zespół w dzisiejszym podsumowaniu i muszę przyznać, że przed sezonem w życiu nie powiedziałbym, że właśnie Pramac będzie się znajdował na tym miejscu. Ekipa, która zrobiła ruch na zasadzie all in w zeszłym sezonie, zmieniła motocykle na kompletnie inne oraz wymieniła cały skład, ponieważ nikt z jej ówczesnych zawodników nie chciał jeździć na Yamasze, wygląda na to, że popełniła błąd.
Tylko może to tak wyglądać, ale niekoniecznie musi tak być. Współpraca z Yamahą układa się nie najgorzej, a sami dostali dzięki temu możliwość zatrudnienia Topraka Razgatlioglu, czyli fenomenu serii WSBK i bezapelacyjnie jednemu z najlepszych kierowców na motocyklu produkcyjnym w historii. Oprócz tego dostali motocykl, który z wyścigu na wyścig jest coraz bardziej konkurencyjny, a nawet mieli sami szansę wygrać wyścig. Pokłosem tej ogromnej zmiany jest oczywiście wspomniany na początku tekstu kontrakt Marqueza i próba odebrania fabrycznych motocykli zespołowi.
Pramac nie mógł na to sobie pozwolić, więc wybrali Yamahę, która na pewno wiele im obiecała, a to czy się z tych obietnic wywiązują, to wie tylko zarząd. Numerem jeden zespołu okazał się Jack Miller, który potrafi dowozić dobre rezultaty, tylko ponownie na wierzch wychodzi jego największa wada – wywrotki, kiedy to ma pusty tor przed sobą.
On również przegrał sobie GP Francji, po tym jak zrobił bardzo podobną rzecz do Fabio i uślizgnęły mu się koła na mokrym asfalcie. Jack wywracał się aż dwanaście razy w sezonie, ale jest to coś nad czym musi popracować. Zwłaszcza jeśli dogada się z Yamahą na starty w zamian Alexa Rinsa w zespole fabrycznym.
Drugi kierowca – Oliveira nie ma kompletnie dobrego sezonu, ponieważ kończy cały czas poza pierwszą dziesiątką oraz jest on przeplatany ponownie kontuzjami. To wszystko nie daje mu wspaniałych rekomendacji na przyszłość i jego jedyną szansą na kontynuowanie przygody z MotoGP będzie nadzieja, że Jack pójdzie do fabryki, a Rins zostanie spłacony. Wtedy, o ile nie obudzi w sobie lepszego tempa, będzie walczyć rok z Toprakiem , a to finalnie prawdopodobnie się skończy i tak odejściem Portugalczyka po 2026.
Pramac ma jeszcze wiele do udowodnienia w tym sporcie, a ten rok jest mocnym okresem przejściowym. Jak już motocykle będą w 100% działać oraz skład będzie pewny i mocny, to kto wie, czy nie zobaczymy ich jeszcze na szczycie, jak rok temu.

Monster Energy Yamaha MotoGP™ Team
Yamaha
MotoGP
Omówienie formy zespołów w pierwszej połowie sezonu zeszło trochę długo, ale było o czym rozmawiać. Wiele niewiadomych jeszcze w lutym rozwiązało się bardzo szybko, a sytuacja w tabeli wydaje się dość pewna. Ale nie wszyscy złożyli jeszcze rękawicę, a znając naturę tego spotu jeszcze bardzo wiele może się wydarzyć. Pozostało nam już tylko parę rund azjatyckich oraz europejskich, a ja zapraszam Was na dalsze śledzenie MotoGP na wmotorspocie.pl!
Będzie nam niezmiernie miło, jeśli postawisz nam wirtualną kawę – to nasze paliwo do dostarczania kolejnych informacji ☕





