Przyszedł czas na pierwszy poważny sprawdzian dla zawodników w tym roku. Stage trwający ponad 300 kilometrów, pełen kamieni oraz ciasnych przesmyków nie wybaczał błędów. Dodatkowo zawitała dzisiaj do nas innowacja, której wcześniej nie było jak dotąd na takich zasadach – czas na pit stop w połowie odcinka. Działa on na zasadzie strefy, w której można zmienić opony, czy naprawić pewne elementy. Prędkość w niej jest ograniczona do 30 km/h (co sprawiało wielu kierowcom problemy jak się okazało) oraz trzeba w niej spędzić przynajmniej 4 minuty (nawet jak nie ma żadnych zmian). Nie przedłużając dłużej zapraszam Was na podsumowanie pierwszego stage’a Dakaru!

Kosztowny błąd
Standardowo dzień rozpoczęliśmy od motocyklistów, którzy o samym świcie wyruszyli z obozu w Yanbu (żeby tylko do niego wrócić parę godzin później). Strategia Edgara Caneta, który wczoraj miał pierwszeństwo wyboru, nie zdawała się działać najlepiej. Wprawdzie z Sandersem ciągle zamieniał się miejscami, tak nie przewidział, że najlepsze tempo dnia będzie mieć zdecydowanie Branch na swoim Hero. Jak już wszyscy z czołówki przejechali linię mety, to właśnie on był na czele i został uznany za zwycięzcę dzisiejszego odcinka.
Niestety nie na długo, ponieważ chwilę później dostaliśmy informację, że dostał 6 minut kary za przekroczenie prędkości w miejscu niedozwolonym. Jego tempo wystarczyło, żeby spaść „tylko” na siódme miejsce. Finalnie na koniec dnia Canet dojechał o minutę przed Sandersem, co dało mu drugie zwycięstwo z rzędu! Podium uzupełnił ponownie Brabec, który ciągle czai się na dwójke kierowców KTM-a. W klasyfikacji łącznej pierwszą trójkę dzieli dokładnie minuta i 37 sekund, a top 10 dzieli 10 minut i 27 sekund, co tylko pokazuje jak mocna jest stawka w tym roku.
W kategorii Rally2, gdzie ścigają się nasi rodacy, są świetne wieści. Na czele ponownie zakończył Docherty, który póki co dominuje, ale za nim dojechali Ventura i Dąbrowski! Konrad stracił tylko 3 minuty i 49 sekund do lidera, co go bez problemu utrzymuje na trzecim miejscu w klasyfikacji łącznej! Na jego pozycję czeka Ebster, który jedzie w fabrycznej ekipie Hero w Rally2 i traci pół minuty do Polaka. Filip Grot dojechał 57 i stracił prawie półtorej godziny do Docherty’ego, a Tabin był przedostatnim zawodnikiem dzisiaj z powodu doliczenia 19 godzin kary…
„To był niezależnie [od kary] dobry dzień. Bycie na moim motocyklu na pustyni, miałem dużo frajdy i to było niesamowite i ścigałem się sam ze sobą dzisiaj […]. Cieszę się, że mam prędkość, w porównaniu do zeszłego roku, gdzie nie miałem wyników jakich chciałem.” – Branch dla Dakar.com
„[…] Jestem bardzo zadowolony z rytmem, to był bardzo trudny stage z wieloma kamieniami, części z nietrudną nawigacją ale gdzie trzeba było uważać w niektórych częściach, bo łatwo było się zgubić.” – Canet dla Dakar.com

Duże kłopoty faworytów
W kategorii Ultimate, również nie brakowało dramatów związanych z warunkami na trasie i trudnością z pit stopami. Bardzo dobrze szło ekipie Forda przez cały dzień, która zrobiła bardzo dobry samochód na tegoroczną edycję i kierowcy są bardzo zadowoleni. Po przejechaniu linii mety przez wszystkich na szczyt wyszło jednak Mini prowadzone przez De Meviusa, który oczywiście objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Drugim zawodnikiem za nim był Al Attiyah, którego Dacia straciła 40 sekund do lidera. Trzecie miejsce jest z kolei wielką niespodzianką, ponieważ na nim znalazł się Prokop! Czeski zawodnik pokazał, że niefabryczne Fordy też mogą być szybkie, zwłaszcza że dojechał przed Ekstromem, który był czwarty.
Najwyżej sklasyfikowanym Polakiem dzisiaj nie był Eryk, a Marek, który był piąty i miał identyczny czas, co zawodnik Forda. Michał był dwudziesty pierwszy, a najmłodszy z rodziny Goczałów – Eryk tuż za nim po dniu pełnym problemów. Syn Marka dwukrotnie przebił oponę i do pit stopu musiał jechać na flaku. Na szczęście nie stracił za wiele, ponieważ wraz z wujkiem tracą 13 minut do liderów, co na przestrzeni tak długiego rajdu, da się bez problemu odrobić.
Michał Pasek z Koloc jeszcze na stan obecny nie dojechali i niestety może im się nie udać przed ranem… Z kolei zeszłoroczny zwycięzca Al Rajhi dostał szesnaście minut kary za nie przejechanie przez punkt kontrolny oraz zbyt dużą prędkością, co zrzuciło go na 38 miejsce!
„Jest to dla nas dobry start. Zawsze fajnie jest wygrać stage, zwłaszcza że to nie był cel na dzisiaj. Nie czuliśmy, że ciśniemy wystarczająco mocno, żeby wygrać.” – De Mevius dla Dakar.com
„To nie jest proste. Mamy dobry rytm, możemy cisnąć, ale potem zobaczyliśmy Seba [Loeba], który miał dwie przebite opony, więc spróbowaliśmy odpuścić[…]” – Al attiyah dla Dakar.com

Niespodziewane podia
W kategorii Challanger cały dzień sprowadzał się do walki między Zille z Argentyny, a Spierningsem z Niderlandów. Najszybszy był Niderlandczyk, ale ponownie ograniczenie prędkości dało o sobie znać i dostał 1:10 kary, co go zrzuciło za Zille. Podium dopełnił Cavigliasso.
Bracia Zoll i Beaupre z Kazberukiem dojechali po sobie na 32 i 33 miejscu, tracąc 2 godziny do liderów. W SSV zwycięstwo zgarnął znany nam doskonale De Soultrait przed Pinto i Hegerem (z którym zacięcie rywalizował rok temu o zwycięstwo).
Prezes Inter Cars Maciej Oleksowicz był 15 z bardzo dobrym rezultatem 21 minut straty. Giemza, który prowadził Jameela dojechał trzydziesty czwarty. Dodatkowo Kristoffersson, który jeszcze wczoraj nie wiedział, czy weźmie udział w dalszej części Dakaru, dzisiaj dojechał na trzynastym miejscu, co biorąc pod uwagę wczorajsze okoliczności jest niesamowitym odkupieniem.

Niespodziewany zwycięzca
W ciężarówkach cały dzień również kręcił się wokół walki dwóch zespołów – Czeskiego Team de Rooy oraz Niderlandzkiego Eurol RallySport. Czesi prowadzeni przez Lopraisa zajęli pierwsze miejsce, mimo kary (któż by się spodziewał za przekroczenie prędkości) utrzymał swoje miejsce. Van Der Brink z jego ekipą musieli zadowolić się drugim miejscem, a za nimi również dojechali Czesi – Macik, Tomasek oraz Svanda.
Polski zespół White Reds uplasował się na czernastym miejscu, tracąc godzinę do lidera. W Dakar Classic czeka nas niestety niezbyt przyjemna niespodzianka. Zaczynając od podium, to na pierwszym miejscu w Mitsubishi znalazł się Włoch – Leva. Drugi dojechał Baridwan, a trzeci Raisys.
Najwyżej sklasyfikowani Polacy to nasza ekipa z ciężarówką składająca się z Białkowskiego, Baśkiewicza oraz Grodzkiego, którzy dojechali osiemnaści. Za nimi dojechali Pietrzycki z Jabłońskim, a na 21 pozycji znaleźli się Kośminski z Baliclim. Niestety nasza najwieksza nadzieja na podium overall – Staniszewski z Postawką w Porsche, prawdopodobnie stracili wszystkie szanse, ponieważ skończyli przedostatni…

Niestety Dakar nie wybacza nikomu nawet najmniejszych błędów, a koncentrację trzeba trzymać przez cały dzień w ciągu dwóch tygodni. Nasi zawodnicy obecnie zażywają wszelkiego odpoczynku jakiego tylko mogą, a jutro udajemy się do znajomej Aluli! Czeka nas 400 kilometrów odcinka specjalnego, składającego się z również z dużych różnic wysokości i niemałej ilości kamieni. Wyczekujcie kolejnego podsumowania już jutro!
Będzie nam niezmiernie miło, jeśli postawisz nam wirtualną kawę – to nasze paliwo do dostarczania kolejnych informacji ☕





