Szybkie tempo, imponująca walka i cenne, wyciągnięte wnioski – tak w skrócie można podsumować minioną rundę F4 CEZ Championship na słowackim torze Slovakia Ring z perspektywy Cezarego Bienia. Choć ostateczne wyniki weekendu wyścigowego nie odzwierciedlają w pełni potencjału polskiego kierowcy zespołu Maffi Racing, to świetna postawa w kwalifikacjach oraz widowiskowa jazda w obu wyścigach zwiastują walkę o solidne lokaty w nadchodzących rundach tego sezonu.
Znakomity początek i rekord życiowy w kwalifikacjach
Weekend na Słowacji rozpoczął się dla Cezarego Bienia pod znakiem bardzo udanych sesji treningowych. Polski reprezentant od pierwszych wyjazdów na tor prezentował świetne, powtarzalne tempo, unikając przy tym większych problemów technicznych oraz błędów na wymagającej nitce Slovakia Ringu. Optymalne przygotowanie i pewność za kierownicą zaowocowały podczas niezwykle emocjonującej i stresującej sesji kwalifikacyjnej.

W mocno obsadzonym pierwszym splicie Bień wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności, ustanawiając swój nowy rekord życiowy. Rezultat ten pozwolił mu na wywalczenie 11. pozycji startowej w wyjątkowo konkurencyjnej stawce, co potwierdziło, że Cezary dysponuje tempem, pozwalającym na bezpośrednią rywalizację z najszybszymi kierowcami mistrzostw.
Wielki powrót z żwiru i walka do ostatnich milisekund
Pierwszy wyścig dostarczył kibicom ogromnej dawki adrenaliny. Cezary Bień popisał się kapitalnym startem, jednak dynamiczną walkę o awans w głąb czołówki przerwała kolizja w pierwszym zakręcie, w której ucierpiał bolid polskiego kierowcy. Bień wypadł w strefę wyjazdową wypełnioną żwirem i wydawało się, że to koniec marzeń o dobrym wyniku.

Szczęśliwie dla zawodnika, chwilę później na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa, będący efektem innego incydentu. Pozwoliło to Czarkowi – po sprawnym powrocie do rywalizacji – dogonić stawkę, choć po zjeździe safety cara konieczne było wznowienie przez niego wyścigu z ostatniego miejsca. Po nieco słabszym restarcie Bień natychmiast rzucił się do odrabiania strat. Przebijając się sukcesywnie przez kolejne pozycje, zaangażował się w pasjonującą walkę, która trwała dosłownie do samej linii mety. Ostatecznie przeciął ją na 19. miejscu, tracąc do 18. pozycji zaledwie 0,015 sekundy.
Odważna pogoń zakończona pechowym DNF
Drugi, niedzielny wyścig w wykonaniu polskiego zawodnika przyniósł kolejny pokaz atomowego startu w wykonaniu Bienia. Niestety, pamięć o incydencie z pierwszego biegu sprawiła, że Czarek pokonał otwierający zakręt zbyt asekuracyjnie i ostrożnie, co kosztowało go utratę kilku pozycji. Już po przejechaniu pierwszego okrążenia reprezentant Polski odzyskał jednak właściwy rytm i ponownie rozpoczął widowiskową pogoń za rywalami.

Rywalizację na kilka okrążeń przerwała czerwona flaga, która pojawiła się po groźnie wyglądającym wypadku w drugim zakręcie. Po ponownym restarcie – tym razem znacznie bardziej udanym – Bień zaprezentował mistrzowski kunszt, zyskując aż pięć pozycji na przestrzeni zaledwie jednego kółka. Jadąc z pełną determinacją, Cezary Bień podjął próbę ataku na szóstego zawodnika w stawce. Niestety, na granicy ryzyka wkradł się drobny błąd, który poskutkował ponownym opuszczeniem toru i utknięciem w żwirze, co definitywnie wyeliminowało go z dalszej jazdy.
Cezary Bień: jestem w stanie nawiązać walkę ze ścisłą czołówką
„Mimo że ostateczne wyniki na mecie nie oddają w pełni naszego potencjału, to tempo przez cały weekend było niezwykle mocne. Kwalifikacje jednoznacznie pokazały, że jestem w stanie nawiązać walkę ze ścisłą czołówką serii, a w samych wyścigach potrafiłem skutecznie i szybko przebijać się przez stawkę. Głównym celem na kolejne rundy będzie przede wszystkim wyeliminowanie błędów na pierwszych okrążeniach oraz przekucie naszej szybkości w solidne wyniki i wysoko punktowane pozycje podczas kolejnych wyścigów”– podsumowuje Cezary Bień.

Źródło: informacja prasowa zawodnika
Będzie nam niezmiernie miło, jeśli postawisz nam wirtualną kawę – to nasze paliwo do dostarczania kolejnych informacji ☕





