Home / Motocykle / Ohydne zachowanie mistrza świata, czyli o wydarzyło się na finale mistrzostw świata motocross… 

Ohydne zachowanie mistrza świata, czyli o wydarzyło się na finale mistrzostw świata motocross… 

Motocross to nie był do tej pory poruszany przeze mnie temat na tej stronie, ale podczas nadrabiania finału amerykańskich mistrzostw świata doznałem największego obrzydzenia w motorsporcie od bardzo dawna. Zapraszam Was na tekst, który przybliży dziwny format motocrossu w Ameryce oraz opisze zachowanie bardziej niesportowe niż widujemy w NASCAR na co dzień, o co jest bardzo ciężko. 

Photo: Supermotocross.com

Supercross, Promotocross oraz Supermotocross 

Dla nadania pełnego kontekstu pragnę najpierw przybliżyć Wam zasady oraz podział mistrzostw w USA. Na przestrzeni całego sezonu mamy dwie kategorie: Supercross i Promotocross oraz finały będące mistrzostwami świata: Supermotocross (SMX). Każda z tych serii wyłania oddzielnie mistrza co roku w kategorii 250cc (dla juniorów) oraz 450cc (dla zawodników najwyżej klasy). Supercross odbywa się na stadionach z dużą ilością skoków oraz ciasnymi torami, a Promotocross bardzo przypomina europejskie tory znane z naszych mistrzostw MXGP i charakteryzuje się długimi okrążeniami i większą ilością zakrętów. 

Dodatkowo wspomnę, że Supercross dzieli się na dwie grupy (zachodnią i wschodnią), ale to nie ma większego znaczenia dla tego, co będzie dalej w tym artykule. Poprzez punkty w tabelach obu serii zawodnicy na koniec awansują do SMX, gdzie walczą o niebotycznie duże pieniądze (w milionach za zwycięstwo w jednym evencie) oraz najwyższe laury – mistrzostwo świata. W każdej rundzie są po dwa wyścigi, a w SMX są trzy rundy, gdzie funkcjonuje dziwny system punktowy: pierwszy zawodnik jest ten, który ma najmniej punktów (gdzie za pierwsze miejsce dostaje się jeden punkt itd.), a w finalnej rundzie punkty są potrojone. 

Photo: Supermotocross.com

DangerBoyDeegan 

Chcę się dzisiaj skupić na sytuacji związanej z Haidenem Deeganem – jednym z najbardziej utalentowanych chłopaków w tym sporcie, który umie jeździć, ale ma niewątpliwie parcie na szkło (o ironio jego nickiem na Instagramie jest właśnie DangerBoyDeegan). Haiden startuje pod skrzydłami Yamahy i osiągnął niesamowicie wiele – po dwa mistrzostwa w Promotocrossie oraz SMX i jedno w Supercrossie wiele mówi. 

Niewątpliwie w drodze na szczyt pomógł mu bardzo jego ojciec – Brian, który jest legendą świata freestyle’owego motocrossu i bardzo szanowanym zawodnikiem. Haiden rozpoczął zwycięską kampanię i w tym roku. Deeganowi bardzo dobrze szło i tytuł miał praktycznie w kieszeni podczas przedostatniej rundy Supercrossu w Denver. Już tam mógł przypieczętować swój tytuł i bardzo tego pragnął, ponieważ tylko tego mistrzostwa mu brakowało do kolekcji. 

Do tego potrzebna była mu pierwsza pozycja, na której jechał jego partner zespołowy – Davies, który zaliczał profesjonalny debiut w tym roku. Chłopak z dużym talentem szybko wjeździł się w maszynę i bardzo dobrze mu szło. Wtedy Haiden zrobił coś kompletnie niewytłumaczalnego. Deegan postanowił z impetem wjechać w Daviesa i wykorzystać go do zatrzymania się. Davies wyleciał z toru i łącznie w tej rundzie ze zwycięstwa spadł na piątą pozycję, a “Danger Boy” poleciał po zwycięstwo. 

Tak skomentowali obaj tę sprawę: 

“Zostały dwa okrążenia do końca, a ja chciałem to zwycięstwo. Zrobiłbym wszystko dla niego. – powiedział Deegan w wywiadzie dla Peacock – To dla mnie wiele znaczy, ponieważ ludzie cały czas we mnie wątpili mówiąc, że wokół mnie był tylko szum (org. Hype) idąc do Supercrossu i Motocrossu. Oni są po prostu na mnie źli, że jestem nim (mistrzem) i muszą się z tym pogodzić. Jak tego nie chcą to mogą ssać”. 
 

“Miałem dobry start i skupiłem się na budowaniu przewagi, ale przetrzymali mnie kierowcy, których dublowałem – wypowiedział się Davies dla Peacock – powinienem poradzić sobie z tym lepiej, więc to moja wina. Nie powinienem stawiać siebie w tej pozycji”. 

Zanim przejdę jeszcze do omówienie ich wypowiedzi, chcę najpierw postawić jedną rzecz jasno. Tak w motocrossie dużo ostrych manewrów jest dopuszczalnych i przepychanie się między sobą nie powinno nikogo dziwić. Różnica pojawia się dopiero wtedy, kiedy ktoś doskonale wie, że się nie zmieści w danym zakręcie, a jedyną szansą na to będzie dosłowne wjechanie w rywala. 

ZOBACZ TAKŻE  Piotr Biesiekirski testuje z zespołem z MŚ World Supersport

Każdemu polecam obejrzeć highlight z tego momentu, ponieważ daje to doskonały obraz sytuacji jak to wyglądało. Jeśli chodzi o same cytaty to już widać podejście obu chłopaków. Szczerze doceniam brawurę i uważam, że mamy bardzo mało tak charakterystycznych osób na torze gdziekolwiek w dzisiejszych czasach, ale przesada to przesada. 

Deegan wjechał w kolegę zespołowego, który nie dość, że debiutuje to jeszcze wiedział, że miał szansę to wygrać. Ktoś zaraz mi powie, że przecież żadna z tych rzeczy nie powinna dawać Daviesowi sytuacji ulgowej, ale nie zapominajmy o dwóch bardzo ważnych rzeczach. Po pierwsze motorsport jest przeważnie zespołowy i nic tego nie zmieni, a manewr jakiego dopuścił się Deegan dla mnie nigdy nie ma prawa przejść. 

Tym wszystkim przebił on niektóre wyczyny Maxa Verstappena na zasadzie: odpuść albo się rozbijemy, czy nawet osób z NASCAR, którzy próbują się zmuszać do błędów non stop i są w tym bardzo agresywni. Deegan nie dał nawet wyboru Daviesowi – nie mógł on nic zrobić, a ten manewr mógł zakończyć się poważną kontuzją. Nie można również pominąc faktu, że on doskonale wiedział, że mistrzostwo może zdobyć w kolejne rundzie i jest to praktycznie pewne. 

Haiden w wywiadzie pokazał jak bardzo go ta sytuacja obchodzi, a raczej że obchodzi go czubek własnego nosa i nie zamierza się zreflektować w żaden sposób. Sam Davies też wielkiego pola do wypowiedzi raczej nie miał, ponieważ ciężko skrytykować własnego partnera zespołowego, zwłaszcza jako debiutant. Sędziowie stwierdzili, że wszystko było w porządku, mimo że nawet fani zaczęli masowo buczeć Haiena, co raczej pokazuje, że nie tylko według mnie zasługuje on na karę. 

Ale stało się Deegan został mistrzem Supercrossu i nikt mu już tego nie odbierze, a on dostał kontrakt od Yamahy na przyszły rok do 450cc, gdzie będzie miał szansę ścigania się z najlepszymi… 

Photo: Supercrosslive.com

Brak szacunku i fair play 

Niestety okazało się, że to nie była najgorsza rzecz, którą mistrz wykonał w tym roku. Promotocross przebiegł względnie spokojnie, całkowicie zdominowany przez Deegana, a potem zaczęły się mistrzostwa świata SMX. 

ZOBACZ TAKŻE  Wójcik Racing Team z mocnym składem w MŚ FIM EWC w Belgii

Haiden mimo dobrego otwarcia to w drugiej rundzie miał problemy przez wywrotkę i do finałowego wyścigu stawał tracąc siedem punktów do lidera – Shimody. Deegan, żeby zostać mistrzem musiał zdobyć P1 i liczyc, że Japończyk będzie niżej niż P4. Zawodnik Yamahy jednak pokazał, że nie liczy na szczęście o czym niestety mieliśmy okazję się przekonać niedługo później… 

Wystartowali, a w połowie wyścigu prowadzenie objął Deegan wyprzedzając Hammakera, a tuż po tym podobny manewr wykonał Shimoda, który skoczył na drugie miejsce. Oczywiście nie zadowoliło to zawodnika Yamahy, ponieważ taki układ miejsc nie dawał mu mistrzostwa świata. Normalny kierowca by jechał i liczył na cud, ale jak już wcześniej nakreśliłem Deegan nie wierzy w cuda. Deegan zwolnił w pewnym momencie i przepuścił Shimodę na okrążeniu. Co najśmieszniejsze i najsmutniejsze już wtedy spróbował go wyeliminować skręcając w niego w ostatniej chwili, co jednak Japończyk ominął. 

Już nawet komentatorzy nie próbowali ukrywać, że nie wiedzą co się święci, a ja oglądając powtórkę tego wyścigu zacząłem czuć obrzydzenie. Haiden jasno patrzył się w stronę Shimody i wszyscy, włącznie z nim, wiedzieliśmy że Deegan przy pierwszej lepszej okazji spróbuje go storpedować i wyeliminować z wyścigu. I tak mija zakręt za zakrętem ślędząc tą parodię walki fair play w wykonaniu zawodnika Yamahy aż w końcu idzie atak, tylko że znowu nieudany. Haiden nie da się tak długo zwodzić i wyprowadzi “skuteczny” manewr i tak własnie się stało. 

Deegan dosłownie wparował (highlighty), bo nie da się tego inaczej nazwać, w Shimode i wywalił go z motocykla. Tym razem szczęście mu nie dopisało, ponieważ sam się wywrócił wykonując ten manewr. Kiedy patrzyłem na obraz podnoszącego motocykl Shimody, który patrzy na Deegana byłem przekonany, że zaraz dojdzie do bójki, w której któryś z panów straci zęby. Na szczęście Jo zbyt przejmował się walką o tytuł i szybko podniósł motocykl i pojechał dalej. Parę sekund później zobaczyliśmy obrazki opuszczającego Deegana tor, który trzymał się za ramię, co było jasnym symptopmem, że coś się stało. 

Tutaj muszę się przyznać, że była to pierwsza taka sytuacja od sześciu lat oglądania około 30 serii wyścigowych (licząc serie juniorskie), kiedy to cieszyłem się, że zawodnik jest kontuzjowany i nie pojedzie już w danym wyścigu. Shimoda zdołał dojechać na pozycji gwarantującej mu mistrzostwo świata, a Deegan później został zdiagnozowany na złamanie obojczyka, co prawdopodobnie wyrzuci go z pojawienia się na turnieju reprezentacji świata – Motocross of Nations (MXON). 

O to wypowiedzi obu panów po finale: 

“Dałem z siebie wszystko, musiałem walczyć o mistrzostwo. – powiedział Deegan w komunikacie prasowym Yamahy – Nowy format SMX prowadzi do intesywnego finału. Zawsze daję z siebie 110%. To jest ściganie się o wielką stawkę i czyni to trudnym do wytłumaczenia jak to jest bez bycia w takiej sytuacji. Brawa dla Jo za zdobycie mistrzostwa. Cholernie dobrze walczył.” 

“Nie będę kłamał, byłem trochę nerwowy. – powiedział Shimoda dla Peackock – Myślę, że wykonałem dobre wyprzedzenia na pierwszych okrążeniach i dojechałem do Setha i go wyprzedziłem, a potem złapałem Deegana, ale on zwolnił, żeby mnie przepuścić, więc mniej więcej wiedziałem, co się wydarzy (za chwilę) i że zaatakuje naprawdę ostro– co zrobił. Dostałem skurczu w nodze od tego uderzenia.” 

Po tym wszystkim Deegan został ukarany za agresywną i nieostrożną jazdę w finale utratą tylko pięciu punktów w mistrzostwach na sam koniec… 

ZOBACZ TAKŻE  Milan Pawelec rozpoczyna sezon motocyklowych mistrzostw Europy Moto2
Photo: Supermotocross.com

Finalne myśli 

Muszę przyznać, że jeszcze czegoś takiego nie widziałem w motorsporcie. Widziałem ryzykowne, czy głupie manewry ale jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktoś upadł tak nisko i nawet nie próbował się kryć z tym, że chce wyeliminować kogoś z wyścigu i to w dodatku w taki sposób tylko po to, żeby dopisać kolejne mistrzostwo na swoje konto. Najpodobniejsza sytuacja, która przychodzi mi do głowy to wyścig Moto2 z Romanem Fenatim, który to na prostej pędząc ponad 200 km/h postanowił nacisnąć rywalowi hamulec. Wtedy dostał on za to czarną flagę , zespół go nie chciał więcej widzieć oraz odebrano mu licencję FIM-u na resztę sezonu. 

Deegan tymczasem dostał zabranie marnych pięciu punktów z jego wyniku i tyle. Jak to nie jest największa kompromitacja sędziów gdziekolwiek od dawna to nie wiem czym to jest. Haiden doskonale wiedział, że może doprowadzić do poważnego uszkodzenia Shimody i postanowił i tak wykonać ten manewr. Już pomijając samo to jak taka jazda jest wręcz obrzydliwa i nie powinna mieć miejsca w motorsporcie. 

Karma do Amerykanina bardzo szybko wróciła i doznał tego złamania, ale nie ma szans, że to cokolwiek mu zmieni w głowie na następne lata, co przecież potwierdził w wywiadzie. Mam nadzieję, że rzeczywistość go bardzo szybko zweryfikuje w kategorii 450cc, gdzie zawodnicy mu nie odpuszczą czegoś takiego i dojdzie do bardzo ostrych scen, jeśli w ogóle będzie nadążał za czołówką. 

Jeśli podobny manewr wykona na Tomacu, czyli niewątpliwej legendzie motocrossu na całym świecie, a nie tylko w Ameryce, to dobre relacje ojca Haidena z Yamahą i Monsterem mogą już mu nie pomóc, tylko japońska firma będzie zmuszona zwolnić jednego z nich, a wszyscy wiemy, że zawsze wybiera się legendę, która dodatkowo zwiększa twoje akcje (potwierdziło to Ducati wybierając niepewnego Marca Marqueza w zamian stracenia mistrza świata Martina i całego zespołu satelickiego). 

Photo: Supermotocross.com

Deegan to niewątpliwie utalentowany chłopak, który jednak pokazał, że do ścigania to on się nie nadaje i stwarza bezpośrednie zagrożenie na torze dla innych. Tak długo jak sedziowie będą na to pozwalać, to tak długo będzie miało to miejsce, ale spekulować tylko możemy, a kto wie co przyniesie przyszłość… 


Podobają Ci się nasze teksty? Chciałbyś się jakoś odwdzięczyć?
Będzie nam niezmiernie miło, jeśli postawisz nam wirtualną kawę – to nasze paliwo do dostarczania kolejnych informacji ☕
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *