Najsłynniejszy wyścig na całym świecie – czyli Le Mans – odbywający się już od 1923 roku zawsze dostarcza nam wielu emocji oraz niesamowitych historii. Niektóre z nich się wybijają bardziej, a do niektórych trzeba się dokopać. W ostatnim czasie na popularności przybrały zdarzenia z 1953 roku, kiedy to zwycięzcy w swoim Jaguarze mieli jechać w wyścigu będąc nietrzeźwymi. Mimo że wiele źródeł powiela te informacje, tak dużo wskazuje, że niekoniecznie tak było. Zapraszam Was na tekst o niesamowitej, ale też niezbyt prawdziwej historii 24 godzinnego Le Mans.

Duncan Hamilton i Tony Rolt
Zacznijmy od samego początku – kierowców startujących we wspomnianym Le Mans. Jeden z dwóch duetów reprezentujących ekipę Jaguara ma bardzo ciekawą historię. Hamilton podczas drugiej wojny światowej był w marynarce wojennej Wielkiej Brytanii, gdzie latał samolotami. Tuż po zakończeniu wojny, postanowił otworzyć garaż samochodowy, a przy okazji zacząć się ścigać.
Okazało się, że jest niezły nie tylko w lataniu, ale również w prowadzeniu aut. W 1951 roku udało mu się pokonać nawet Fangio na Sliverstone (ale nie podczas GP) w bardzo mokrych warunkach. Wybiegając w przyszłość, to jego kariera wyścigowa skończyła się w 1959 roku po wielu urazach oraz stracie przyjaciela. Postanowił zająć się wtedy właśnie warsztatem, który otworzył tuż po wojnie, który wyrósł na jedną z bardziej szanowanych firm zajmujących się klasycznymi samochodami.
Z kolei Tony Rolt to w moim mniemaniu jeszcze bardziej interesująca postać. Jego historia wspaniale nadaje się na film sensacyjny, a nie trzeba by było nic dodawać, żeby przyciągnąć uwagę publiki. Tony jak normalny chłopak chodził do szkoły, ale w międzyczasie zajmował się swoją pasją – jeżdżeniem samochodami (co miało mu przysprawiać problemów). Za młodu brał udział chociażby w 24h Spa, bądź wygrywał 200 milowe wyścigi na Donington Park.
Wszystko zmieniło się, kiedy przyszedł czas wojny. Dołączył wtedy do Królewskiej Akademii Wojskowej, a następnie dostał szybko przydział wojenny. Tony był porucznikiem w armii i został dowódcą plutonu u sojusznika – we Francji. To on walczył z Wermachtem, próbując spowolnić Niemców i dać czas na ewakuację Dunkierki. Został pojmany przez Niemców, ale dla niego nic to nie znaczyło.
Ten człowiek siedem razy uciekał z niemieckich obozów z powodzeniem. Siedem razy. Jak znowu został pojmany, to Niemcy stwierdzili, że czas go umieścić w najbardziej rygorystycznym więzieniu jakie mają. I tak z niego też uciekł. 14 lipca 1943 roku dał radę przekroczyć o kilka metrów granicę ze Szwajcarią, co uniemożliwiło żołnierzom (którzy deptali mu po piętach) jego kolejne pojmanie.
Z racji tego, że można o tym człowieku pisać oddzielny artykuł (co pewnie zresztą zrobię po przeczytaniu jego biografii), to już skrótowo wspomnę jego dalsze losy. Rolt z dalszymi sukcesami służył w armii, aż do jego wojskowej emerytury po WW II, kiedy to odszedł ze stopniem majora. Po tym okresie wrócił do jego pasji – wyścigów i brał udział w wielu zawodach.
Przejechał nawet trzy GP Formuły 1, ale wszystkie zakończył przedwczesnym wycofaniem się. Rolt przeszedł na sportową emeryturę po 1956 roku, ponieważ chciał się zająć karierą inżynierską. On był jednym z prekursorów napędu na cztery koła w motoryzacji i po latach prac i rozwijania tego patentu zaczęły się do niego i jego współpracownika marki takie jak General Motors, Ford, czy Audi.

Le Mans 1953
Podczas jednego z treningu Hamilton chciał przetestować inne części, więc ekipa przygotowała dla niego zapasowy samochód, żeby było szybciej. Auto było oklejone tym samym numerem, co ich samochód przeznaczony do wyścigu, co w ramach tamtych regulacji było nielegalne. Duncan z Tonym zostali zdyskwalifikowani z zawodów następnego dnia. Teraz historia rozdziela nam się na dwie wersje.
Według wersji Hamiltona, obaj zawodnicy udali się do baru niedaleko toru, gdzie zaczęli topić swoje smutki w alkoholu. Mieli nie przespać całej nocy i oczywiście nie być w najlepszym stanie. Rano okazało się, że sędziowie przyjęli odwołanie Jaguara i Rolt z Hamiltonem mogą wystartować. Menadżer ekipy miał ich znaleźć około godziny 10 dalej w barze i wziąć ich na tor, gdzie sześć godzin później mieli zasiąść w samochodzie.
Duncan miał w dodatku odmówić wypicia kawy i jedyne co wypił to brandy razem z Tonym. Miało ich to od razu rozbudzić i byli gotowi do jazdy. Bez snu mieli jechać kolejne 24 godziny, a w międzyczasie na pit stopach dalej popijać alkohol na rozbudzenie. Jedno z głównych zagrożeń – Ferrari z Ascarim i Villoresim się zespuło, a reszta stawki nie dorastała tej dwójce do pięt. Finalnie skończyli wyścig na cztery okrążenia przed drugim miejscem (gdzie znalazł się też Jaguar ze Sterlingiem Mossem i Peterem Walkerem) i jako pierwsi w historii pijani kierowcy wygrali Le Mans.
Problem jest taki, że to wersja skłonnie podawana tylko przez Hamiltona. Sam menadżer Jaguara i Tony Rolt stanowczo zaprzeczali danym wydarzeniom i mówili otwarcie o tym, że po dyskwalifikacji wraz z Hamiltonem czekali w garażu z ekipą.

Która wersja wydarzeńz Le Mans jest prawdziwa?
Na 100% nie jesteśmy w stanie wykluczyć żadnej wersji wydarzeń. Mimo wszystko wersja Duncana jest znacznie mniej prawdopodobna. Samo zaprzeczenie przez jego partnera zespołowego daje dużo do myślenia, zwłaszcza że otwarte mówienie tego publicznie mogło przynieść mu po prostu więcej popularności. Można wysunąć stwierdzenie, że jako byłemu wojskowemu, przyznanie się do czegoś takiego, mogło mocno szarpnąć jego reputację. Dodatkowo mógł pójść na ugodę z Jaguarem, dla którego taki wybryk mógł stać się dużą antyreklamą.
Sam menadżer ekipy powiedział, że jakby zastał ich pijanych, to w życiu nie pozwoliłby się im ścigać, ponieważ ma już dość problemów z nimi trzeźwymi. Również mogła to być PR-owa gadka, ale teraz dochodzimy do większej ilości dowodów na to, a raczej ich braku.
Nikt nigdy z mechaników, reporterów ani innych osób trzecich nie potwierdził stanu kierowców, a w końcu było ich na torze multum. Wydaje się nieprawdopodobne pominięcie tej historii, zwłaszcza jak dobrze czytany byłby to materiał. Mieli pić alkohol w trakcie pit stopów, co musiałoby przyciągnąć uwagę dziennikarzy.
W żadnym oficjalnym raporcie z Le Mans nie został odnotowany incydent z nietrzeźwymi kierowcami, a było miejsce na niespodziewane ewentualności. Finalnie ciężko jest sobie wyobrazić kierowców jadący ze średnią prędkością ponad 100 mil na godzinę, żeby byli mocno schlani i niewyspani. Może są kierowcy na tym świecie zdolni do takich popisów, ale jest to mocno nieprawdopodobne.
Le Mans z 1953 roku jest na pewno wspaniałą historią niezależnie czy uznamy wersję z alkoholem, czy nie. Wyścig był niesamowitym widowiskiem, a zwycięzcy mają jeszcze lepszą historię za sobą. Często powielana plotka o piciu przed i w trakcie wyścigu ma małą prawdopodobność, a szkoda, bo większość osób skupia się na tym, zamiast na pokazaniu jak wybitne były to postacie.






